Powoli nastawał wieczór, a ja nadal siedziałam z nosem wksiążkach.
Wiadomość była naprawde tródna do rozszyfrowania, ale w końcu misię
udało. Podniosłam notatki na których napisałam przetłumaczony tekst.
- "W strone najjaśniejszej gwiazdy idz, gdzie czarny las mieni się mrokiem a dziewięc kamieni w jego otchłani się chowa".
Wjęcej nic już nie powiedziałam tylko spojrzałam na wschodzący księżyc.
- Co robimy - spytała Ani.
- Musimy iść za gwiazdą - powiedzialam patrząc nadal na księżyc.
- A co to znaczy "dziewięć kamieni" ?
Spojrzałam na notatki było tam jedno slowo nawiązujące do kamieni - Stonchencz.
- Myśle że Stonchencz, ale to tylko przypuszczenia.
Wlorzyłam list do notatnika i schowalam go do torby.
- Wszystko mamy Ani?
- Tak, sprawdzalam pięć razy - odrzekła i wskoczyła mi na nos - Ale jesteś pewna że neprzytrafi się nam coś złego?
- Bądz, spokojna.
I wyszłyśmy z jaskini.